Mieszkaniec osiedla sam skosił trawnik. Spółdzielnia wezwała policję

Fot.mylomza.pl

Na jednym z osiedli w Łomży doszło do nietypowej interwencji. Mieszkaniec, zmęczony stanem zieleni i otoczenia bloku, postanowił sam uporządkować teren, a sprawa zakończyła się wezwaniem straży miejskiej i policji. W tle jest dłuższy spór o jakość prac wykonywanych na osiedlu i o to, kto odpowiada za jego stan.

Trawnik, który miał być koszony, stał się powodem protestu

Marcin Grodzki, lokator okolicy bloku przy ul. Chopina w Łomży, od dłuższego czasu zgłaszał zastrzeżenia do stanu osiedla. Mówił o źle prowadzonych pracach przy zieleni, zaniedbanych wiatach śmietnikowych i problemie z ptactwem oraz zanieczyszczeniami wokół budynków. Jak relacjonował, mimo kolejnych uwag sytuacja nie poprawiała się, a jego zdaniem wręcz się pogarszała.

Mieszkaniec postanowił więc działać sam. Na teren osiedla przywiózł prywatny sprzęt do koszenia, podkaszania i grabienia, chcąc uporządkować trawnik przy swoim bloku. Jak tłumaczył, chodziło mu nie tylko o sprzątnięcie najbliższego otoczenia, ale też o pokazanie, jak jego zdaniem powinny wyglądać takie prace.

„Dzisiaj chcę pokazać pracownikom utrzymania zieleni w Spółdzielni, jak się takie prace wykonuje porządnie” – mówił Grodzki.

Reakcja sąsiadów i ostre słowa o stanie osiedla

Akcja szybko przyciągnęła uwagę innych lokatorów. Część z nich przyznawała, że od dawna ma zastrzeżenia do stanu wspólnych przestrzeni i do tego, co dzieje się z pieniędzmi pobieranymi w opłatach. W rozmowach pojawiały się uwagi o nieprzyciętych żywopłotach, brudnych klatkach schodowych i porządkach, które – zdaniem mieszkańców – nie nadążają za potrzebami osiedla.

Jedna z mieszkanek ostro oceniła sposób funkcjonowania administracji, wskazując na wzrost stawek i brak widocznej poprawy wokół budynków. Inny lokator zwrócił uwagę na martwą wronę leżącą kilka dni na trawniku, co miało być dla niego symbolem tego, jak długo niektóre sprawy pozostają bez reakcji.

Mandat po sprzątaniu i pytanie o granice odpowiedzialności

Interwencja nie skończyła się na koszeniu trawy. Na miejscu pojawili się strażnicy miejscy i policjanci, wezwani po zgłoszeniu dotyczącym wjazdu samochodem z przyczepką na chodnik, parkowania na terenie zielonym oraz możliwego naruszenia zasad korzystania z osiedlowej przestrzeni. Straż miejska ukarała mieszkańca mandatem 100 zł za parkowanie na trawniku. Policja rozważała poważniejszą sankcję, ale ostatecznie zakończyła sprawę pouczeniem.

Grodzki przyjął konsekwencje bez sporu z funkcjonariuszami, choć podkreślał, że jego pretensje kierują się przede wszystkim do spółdzielni i firm odpowiedzialnych za utrzymanie terenu. Zapowiadał, że nie działa dla zysku i nie zamierza starać się o żaden kontrakt. Jego zdaniem problem nie dotyczy jednego trawnika, ale całego sposobu dbania o osiedle.

„Nie zamierzam się starać o kontrakt spółdzielni, żeby kosić trawę, bo to nie jest moja domena (…) robię to za darmo” – powiedział.

Na końcu swojej wypowiedzi apelował do innych mieszkańców Łomży, by nie zostawali obojętni wobec stanu osiedli i wywierali presję na zarząd oraz wykonawców. Dla lokatorów oznacza to jedno: spór o porządek na osiedlu nie jest już tylko sprawą estetyki, ale także zaufania do tego, jak zarządzana jest wspólna przestrzeń.

Źródło: https://mylomza.pl/artykul/wkurzony-mieszkaniec-n1834934